Obraz żyje w przebłysku

Tomasz Głowacz wie, że w procesie twórczym to, co najistotniejsze pojawia się samo. Nie można postanowić sobie, że namalujemy piękno. Artysta, który prowadzi dialog z materią w momencie tworzenia, ma szansę go odkryć, odnaleźć formę, która przychodzi z zewnątrz. Opisując swój cykl Mountains Abstraction wyznaje: Pragnę stworzyć przestrzeń twórczą, w której kreacja artystyczna zdominowana będzie przez podświadomy akt twórczy. Środki wyrazu artystycznego takie jak kolor i faktura, mniej lub bardziej kontrolowane rozlewanie farby, posłużą do budowania formy malarskiej. Forma ta, której inspiracją będzie pejzaż górski
w połączeniu z intuicyjnym gestem, szybkością pracy oraz spontaniczną decyzją mam nadzieję, że doprowadzi mnie do oryginalnych (pierwotnych/źródłowych) efektów plastycznych.
To nie są obrazy odmalowane, do których mógłby istnieć szkic, zamysł czy obrazy, które zrodziły się w umyśle autora. Tu każda forma powstała w trakcie spektaklu malowania, w ciągu prób. Musiały się stać, przyjść i dać sobie radę w pustej przestrzeni obrazu. Zacząć generować wewnętrzny sens, stanowiący swoje uzasadnienie. Taki obraz żyje w przebłysku, który przenika wszystkie jego elementy, wzmacniane przez chwilę przez ten ożywczy poryw, po czym natychmiast pogrąża się w mroku materii. Tworzenie w sposób jaki przedstawia nam Tomasz Głowacz, to tak naprawdę szereg okoliczności, które nieodparcie wciągają malarza. Elementy obrazu nigdy nie są tu ilustrujące a dialektyczne. Tworzą system, w którym każdy z nich powiększa swoją siłę oddziaływania poprzez grę harmonii i destrukcji.

Tak też było w teatrze Kantora, z którym dialog prowadzi Autor. Raz złapani w mechanizm niebezpiecznej machiny teatralnej-materiałów, żywych ciał, dźwięków, obiektów- jesteśmy zmiażdżeni w sposób nieodwołalny. To w tej masie, tej unikalnej materii realności najniższej rangi poszukuje reżyser: to tam niszczy, formuje, demonstruje próbki zaskakującej egzystencji usytuowanej pomiędzy życiem a śmiercią (1). Materia, tylko wówczas kiedy zostanie pozbawiona wszelkiej funkcji, może sięgać absolutu, wieczności a więc sztuki – uważał Kantor. W teatrze jak i w malarstwie manifestował też niechęć do tworzenia przestrzeni jako pustego pojemnika, w którym rożne elementy spektaklu lub obrazu mogłyby być kolejno układane. Poszukiwał jednocześnie przestrzeni plastycznej i emocjonalnej. Będąc zdeklarowanym przeciwnikiem kompozycji, prowadził akcję teatralną na wielu polach równolegle. Gdy spojrzymy w ten sposób na malarstwo Tomasza Głowacza czeka nas pewne olśnienie: barwny zgiełk ukaże nagle pulsowanie materii, zanim zobaczymy w nim formę. Wyobrażam je sobie jako kompozycje all ower, bez pierwotnego zamysłu, które dopiero kadr autora łapie w pułapkę sceny. Wobec niepokojących zjaw, które pojawiają się na papierze kreator jest równie zakłopotany jak widz. Bo wie, że ani zamysł ani jego brak nie są mu wystarczającą pomocą. Plama czarnego tuszu, która wdziera się na papier energicznym gestem wydaje się mówić po prostu: jestem, nie należę do nikogo i nikt mnie nie szuka. Nie pokazuję żadnej psychologicznej prawdy, jestem plastyczną manifestacją.

Wobec nich rozum musi nabrać dystansu, bo w momencie, gdy chcemy przypiąć łatkę skojarzenia, sens ów rozpływa się w materii a my stoimy zawstydzeni naszą skłonnością do łowienia sensów. To prawdziwe pułapki na realność. Mają moc przenoszenia widza w miejsca o nieokreślonych granicach, sprzecznych kolorach i niejasnym rodowodzie. Zupełnie jak DRZWI: częsty aktor- rekwizyt w spektaklach Kantora „Nadobnisie i koczkodany”; „Wielopole, Wielopole”, „Niech sczezną artyści”, które są aluzją do istnienia innej przestrzeni, zamkniętej dla naszych oczu. Artysta, który dotyka abstrakcji, nazywa rzeczy istniejące, ale bardziej te, których jeszcze nie ma, lub które mogłyby się pojawić. Abstrakcja nie jest celem, ale środkiem mającym wydobyć różnego rodzaju treści niemożliwe do przekazania w porządku obrazowym.

Temat górskiego pejzażu, do którego odwołuje się Tomasz Głowacz wydaje się być tu niezwykle trafionym pomostem, pomiędzy konkretem a abstrakcją. Uświadomiłam to sobie zastanawiając się nad związkiem formatu, skali pracy a rodzajem przedstawienia. Czy to przypadek, że artyści XX i XXI wieku eksploatują gigantyczne płótna mierząc się z malarstwem nieprzedstawiającym? Autor cyklu, który oglądamy, również poczuł potrzebę powiększenia swoich prac w druku, przeczuwając, że ta skala jest dla nich bardziej naturalna. Zauważmy: kiedy chcemy przyjrzeć się staremu malarstwu, musimy podejść bardzo blisko, by ujrzeć detale, symbole i odkryć ich tajemnicę. Ten dystans stopniowo się wydłużał, np. w baroku. W XX wieku dzieło niemal naturalnie odpycha człowieka. Każe mu spoglądać na siebie z dystansu , zwracając być może uwagę na jakości, których nie dostrzeżemy z bliska. Tak samo jak wówczas gdy stanąwszy na szczycie zanurzamy wzrok w rozległą panoramę przestrzeni. Szczegół nie tyle znika, co nabiera znaczenia jako część pewnej nowej materii. W tym sensie można powiedzieć, że abstrakcja jest nie tyle obrazem co swego rodzaju kanałem transmisyjnym.

Kantor rozumiał doskonale malarstwo. Był pewien, że malarz jest zależny od całego szeregu działań poza nim samym. Zygmunt Bauman w jednym z esejów trafnie zaobserwował ten mechanizm: Żyjemy dużo przed teraźniejszością. Nasze interpretacje wyprzedzają nasze zmysły, wybiegają w przyszłość. Świat, który zamieszkujemy jest zawsze o krok, milimetr, kilometr czy rok świetlny przed światem, którego doświadczamy.(…) Rolą ideałów jest oprowadzać nas po terytorium jeszcze nie zbadanym i nieoznakowanym na mapach (2). Piękno jest jednym z takim ideałów, które prowadzi nas poza świat który istnieje. Jego wartość tkwi w tej przewodniej mocy. Czy chodzi tu o doskonałość układu kompozycyjnego i wykwintny kolor? Są to jakości pożądane, lecz niewystarczające. Bo o pięknie decyduje konfiguracja znaczeń ukrytych pod obrazem. Jeśli artyście się uda, zobaczymy światło dalekiej gwiazdy.

Anna Pasek

1 Brunella Eruli, Maszyny Kantora w: Tadeusz Kantor. Obiekty/Przedmioty. Zbiory Cricoteki
wyd, Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora CRICOTEKA, Kraków 2007.

2 Zygmunt Bauman, Piękno to czy marzenie senne, które leka się przebudzenia
s.41 w: Miedzy chwila a pięknem. O sztuce w rozpędzonym świecie, Wyd. Oficyna, Łódź 2010.